niedziela, 25 sierpnia 2013

Marilyn Manson


Marilyn Manson

Marilyn Manson, właściwie Brian Hugh Warner (ur. 5 stycznia 1969 w Canton) – amerykański wokalista, lider zespołu Marilyn Manson, artysta-malarz.
Jest znany przede wszystkim z prowokujących tekstów, kontrowersyjnego wizerunku i zachowania. Uznany za skandalistę, był tematem wielu kontrowersji, szczególnie pod koniec lat 90. XX wieku
W 2006 roku piosenkarz został sklasyfikowany na 44. miejscu listy 100 najlepszych wokalistów metalowych wszech czasów według Hit Parader. Z kolei w 2009 roku został sklasyfikowany na 19. miejscu listy 50 najlepszych heavymetalowych frontmanów wszech czasów według Roadrunner Records

czwartek, 20 czerwca 2013

Opowiadanie

Po zmianie szkoły na nową moje życie zmieniło się dosyć szybko poznałam nowych ludzi i  zapominać o problemach które przydarzyły mi się w tamtej szkole i w moim życiu. W nowej szkole w klasie miałam kolegę który mi się bardzo podobał nie wiedziałam jak do niego zagadać. Pewnego dnia w końcu się odważyłam i zagadałam. Od tamtego czasu zaczęliśmy dużo rozmawiać spędzać ze sobą dużo czasu. Interesował się taka samą muzyka jak ja rock metal dosyć dobrze się dogadywaliśmy. Zaczęłam się do niego coraz bardziej zbliżać. Ale były dwa problemy które nie pozwalały nam no przynajmniej mi żebym z nim była. Obydwoje mieliśmy kogoś. Nie wiem czy ona nawet miał coś do mnie bałam się z nim o tym szczerze porozmawiać. Często do niego przychodziłam zawsze mogliśmy się razem pośmiać. A ja z każdym spotkaniem myślałam ze może coś z tego będzie. Dzięki niemu zapominałam co mi się kiedyś przytrafiło i o swoich problemach. Przy nim nie potrafiłam się smucić. Razem chodziliśmy na różne koncerty świetnie się bawiliśmy. Długie rozmowy prze telefon. Miło spędzony czas. Nawet wtedy kiedy potrafiliśmy się dla żarów wkurzać na wzajem. Czasami potrafiło mnie to wkurzać, ale dosyć szybko zapominałam o tym. Pewnego dnia kiedy pojechaliśmy na jeden z koncertów zespołu Coma do Poznania. Zdarzyło się coś o czym nigdy bym nie pomyślała. Cały koncert był bardzo udany tym bardziej że on był obok. Podczas koncertu parę razy się przytuliliśmy tak jak byśmy zapomnieli że kogoś mamy. Na sam koniec koncertu gdy już się żegnaliśmy pocałował mnie. Byłam wtedy w szoku nie spodziewałam się że to może się stać. Do domu wróciłam z wielkim uśmiechem. Cały wieczór myślałam tylko o nim i o tym co wydarzyło się na koncercie. Następnego dnia znowu była w szkoła. No i wszystko po staremu zwykli koledzy nic więcej. Każda lekcje i przerwę spędzaliśmy razem. Znajomi z klasy zaczęli podejrzewać że jesteśmy razem no ale niestety to nie była prawda. No i nadszedł koniec roku szkolnego. W ten dzień dowiedziałam się że zerwał właśnie ze swoja dziewczyna ucieszyłam się no ale  myślałam ze to będzie już nasze ostatnie spotkanie i już więcej się nie zobaczymy więc nie cieszyłam się zbyt długo. Pomyliłam się. Parę dni po zakończeniu roku napisał do mnie z pytaniem czy do niego przyjdę. Z uśmiechem na twarzy zgodziłam się. Umówiliśmy się na drugi dzień. Następnego dnia przez cała drogę szłam do niego z uśmiechem cieszyłam się  że to nie było nasze ostatnie spotkanie. U niego obejrzeliśmy film posłuchaliśmy muzyki pogadaliśmy pośmialiśmy się i znowu mnie przytulił poczułam się jak jeszcze nigdy byłam szczęśliwa. Na koniec spotkania zaproponował mi wspólny wyjazd na woodstock oczywiście zgodziłam się bez żadnego ale. Na Wooda pojechaliśmy parę dni wcześniej żeby zająć dobre miejsce i rozłożyć już namiot. Po trzech dniach już nie było prawie miejsc zjeżdżali się z każdego miasta no i nadeszły dni koncertów i świetnej zabawy. Nie mogłam uwierzyć że jestem tam właśnie z nim. Gdy było czas wracać do domu chciałam żeby to się jeszcze nie kończyło żebym mogla z nim jeszcze tam być. Niestety wróciliśmy każdy poszedł w swoja stronę. Niestety po Woodstocku wszystko się skończyło on znalazł inna dziewczynę, a ja znowu przestałam się cieszyć. Było mi szkoda że tak musiało się stać. No ale co tam trzeba żyć dalej. Mamy nadal kontakt. Może jeszcze się spotkamy nawet na jakimś koncercie :D

czwartek, 13 czerwca 2013

Opowidanie

  Nie wiem, od czego zacząć. Może najprościej będzie, jeśli zacznę od tego, kim był Emil. Otóż był to sąsiad mojej koleżanki ze szkolnej ławy – Magdy, a przy okazji absolwent liceum, do którego właśnie zaczęłam uczęszczać. A więc i tak byśmy się poznali, prędzej czy później. Jednak okazało się, że prędzej niż później. Pierwszy raz ujrzałam Emila pewnego wrześniowego dnia. Przyszedł do starej szkoły odwiedzić swoją koleżankę, a przy okazji też ulubioną nauczycielkę polskiego, która uczyła również nas. Tak więc bez problemu „wkręcił się” na nasz język polski i usiadł z Aśką – naszą koleżanką. Zerknęłam na niego dwa razy ze swojego miejsca, po czym „zanurkowałam” w średniowiecze, które było tematem naszych zajęć, całkowicie zapominając o chłopaku, który nas odwiedził. Na przerwie jednak Magda od razu nas sobie przedstawiła i w ten oto sposób rozpoczęła się moja kolejna znajomość z przedstawicielem płci męskiej. Bardzo szybko przekonałam się, że z Emilem można rozprawiać na tysiące tematów, a przy tym świetnie się bawić. Ponieważ jednak Emil mieszkał poza miastem i rzadko było nam dane widywać się ze sobą, rozpoczęliśmy kontakt listowy. Można powiedzieć, że Madzia była naszym listonoszem, ponieważ to ona przekazywała nam swoje listy.
Na początku traktowałam Emila jedynie jak kumpla, z którym można było pogadać o wszystkim, pośmiać się, poprzekomarzać. Z czasem jednak coś zaczęło się dziać. Chyba można powiedzieć, że przełomem był pewien wieczór, kiedy leżałam w swym łóżku i rozmyślałam nad tym, czego dowiedziałam się tego dnia od Emila. Miał chorą tarczycę. Wiem, że z tym można żyć, jednak choroba zawsze budziła we mnie chęć niesienia pomocy, otaczania opieką i czułością. Jakoś inaczej zaczęłam patrzeć na Emila, nie jak na kumpla, a na wrażliwego człowieka. I wtedy się zaczęło…
    Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, które odbyło się pod koniec września. Szykowałam się na nie z drżeniem serca, choć jeszcze wtedy miało być to spotkanie czysto kumpelskie. Choć Emil pozostawił mi decyzję w kwestii wyboru miejsca naszego pierwszego spotkania, nie skorzystałam. Kompletnie nie miałam pomysłu na to, jak spędzić te dwie godziny, które nas czekały. A więc wybrał Emil. Pub o nazwie Rock 69.
    W środku panował przytulny klimat. Tuż przy wejściu po lewej stronie stała szafa grająca, a dalej, wzdłuż pubu, po obu stronach rzędy stołów i ław. Koniec przejścia między stołami wieńczył stół bilardowy, przy którym grało kilka osób. Emil zamówił dwie kawy przy barze, po czym zajęliśmy miejsce przy pierwszym stole, tuż za szafą grającą. Chyba nigdy nie zapomnę miny Emila, kiedy przy okazji rozmów na temat bomb, zaczęłam roztaczać przed nim swoją wiedzę na ten temat. Kobieta i wiedza o bombach? Zdarza się, zwłaszcza jeśli temat musisz wyłożyć na lekcji przed całą klasą, w dodatku na ocenę. Jak widać, wiedza przydała się nie tylko do szkoły. Spotkanie zleciało w tempie ekspresowym i już niebawem należało wracać do domu. Pamiętam, że Emil na koniec spotkania, chciał mnie na pożegnanie pocałować, jednak nie pozwoliłam mu wtedy na to. Nie chciałam, aby myślał, że każde swoje spotkanie z facetem pozwalam zakończyć w taki sposób.
    Nie będę pisała, że w poniedziałek otrzymałam kolejny list, w którym Emil wyrzucał sobie od głupich, lecz jednocześnie, jak gdyby między wersami, nazywał mnie dzieckiem. „Nauczyłem się, że ludzie nie robią ceregieli ze zwykłego pocałunku. Nie miałem jednak pojęcia, że ty, przy swoim dojrzałym usposobieniu, możesz mieć inne zdanie na ten temat” – pisał. Przestudiowałam ów list z mieszanymi odczuciami, po czym sprawę puściłam w niepamięć. Tymczasem pisaliśmy do siebie dalej. Listy stawały się coraz bardziej naszpikowane dwuznacznymi tekstami i już pod koniec października znów wybraliśmy się do Rocka 69.
    Tego dnia, na miejsce spotkania, szłam bardzo podekscytowana, zastanawiając się, jak potoczą się najbliższe godziny. Emil pewnie też się nad tym zastanawiał, zwłaszcza po tym, jak na przywitanie rzuciłam mu się na szyję. Wyglądał na dość zaskoczonego. W pubie panował jak zwykle miły klimat, a my jak zwykle zamówiliśmy po kawie z czekoladą i usadowiliśmy się za szafą grającą. Emil przyglądał mi się badawczo, co wtedy nieco mnie peszyło, zwłaszcza, że podziwiał moje oczy. Rumieniłam się po cebulki włosów. Lady Pank umilało nam czas brzmieniem swoich gitar, kiedy Emil postanowił poruszyć kwestię moich listów. Rozwinął czekoladkę załączoną do kawy, po czym zjadł ją, a na sreberku zaczął rysować coś trzonkiem od łyżeczki.
    – Nie podglądaj – uśmiechnął się.
    Po chwili podsunął mi sreberko, na którym widniał mały pociąg.
    – To miałaś na myśli, kiedy w swoich listach pisałaś „poc…”? – zapytał. – Pociąg?
    – Chyba seksualny – zażartowałam, co wprawiło Emila w osłupienie. – Nie, nie pociąg – odezwałam się po chwili, więc Emil zaczął wymieniać słowa rozpoczynające się od tych trzech liter. Nie wymienił jednak tego właściwego i w końcu rozmowa utkwiła w martwym punkcie. Z żalem stwierdziłam, że minęła już godzina, z radością jednak skonstatowałam również, iż pozostała nam jeszcze jedna. Tym bardziej więc byłam zdumiona, kiedy Emil wstał, wziął moją kurtkę i począł mnie w nią stroić. Zrozumiałam, że wychodzimy. Przeszłam więc do przodu, prowadząc za sobą Emila. Ten jednak zaczął się opierać i musiałam wkładać coraz więcej siły w ciągnięcie go za rękę.
    – No chodź – rzuciłam, odwracając głowę do tyłu.
    I wtedy usłyszałam jego głos.
    – Zaczekaj – powiedział i przyciągnął mnie do siebie.
    Staliśmy wtuleni w siebie, blokując przejście. Niewinny pocałunek zamienił się w prawdziwą ucztę ust. Zamknęłam oczy, pozwalając, by uszy otworzyły się na dźwięk piosenki dobiegającej z szafy muzycznej, nos na zapach Emila perfum, a dłonie na dotyk jego włosów. Głód na mężczyznę odezwał się we mnie z potężną siłą, pozwoliłam więc całować się do utraty tchu i sama  również oddawałam pocałunki z taką pasją, że w pewnym momencie przechyliłam się do tyłu i walnęłam w głowę o ścianę obok.
    – Dobrze wiedziałem, co miałaś na myśli, pisząc „poc…”. Aż tak bardzo tego pragnęłaś? – spytał Emil, patrząc mi głęboko w oczy. Przytaknęłam i pozwoliłam całować się dalej. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, jednak przerwała nam jakaś para, która właśnie weszła do pubu.  Wyszliśmy na zewnątrz.
     Wieczór był dość mroźny, jednak moja dusza była do tego stopnia rozgrzana, że nie w stanie to opisać. Zawędrowaliśmy na przystanek, gdzie Emil okrył mnie swoją kurtką, ponieważ, chcąc nie chcąc, poczęło mi się robić zimno. W autobusie rysowaliśmy jakieś emotikony na zaparowanej szybie, śmiejąc się bez ustanku. Pamiętam, że zadałam Emilowi wtedy jakieś pytanie, chyba niezręczne dla niego, ponieważ na oczach wszystkich pasażerów autobusu zatkał mi usta namiętnym pocałunkiem. Kiedy wysiedliśmy z pojazdu, pozostało nam jeszcze pół godziny wolnego czasu. Zaczął siąpić drobny deszcz, więc Emil wciągnął mnie do stojącej nieopodal budki telefonicznej, gdzie podzielił na pół czekoladkę wyniesioną z pubu. Jestem łasuchem, więc swoją połówkę zjadłam w dwie sekundy. W życiu jednak nie przewidziałabym, że Emil uraczy mnie również swoją połówką, wplatając ją w nasz pocałunek. Czekolada tańcząca między jego i moim językiem wywarła na mnie tak silne podniecenie, że niechybnie ścięłoby mnie z nóg, gdyby nie to, że Emil mocno mnie do siebie tulił. A przy tym całował do utarty tchu i szeptał jakieś czułe słowa. Te pół godziny przeleciało niczym trzy minuty, wzbudzając jedynie ochotę na więcej.
    Ani ja, ani on nie spodziewaliśmy się po sobie czegoś takiego. Jednak to od tamtego dnia zaczęło dziać się coraz ciekawiej. Listy krążyły dalej, wzbudzając chęć na coraz więcej. Kiedy wyskoczyliśmy do naszego pubu po raz trzeci, był już grudzień. Wieczór skrzył się diamentowym śniegiem, zaś Rock 69 roztaczał wewnątrz ciepły blask choinkowych lampek. Zajęliśmy to samo miejsce, zamówiliśmy tę samą kawę. Lecz nie siedzieliśmy już tak samo, oddaleni od siebie, lecz tuż przy sobie, ciało przy ciele. Zgłębialiśmy swoje spojrzenia. On moje niebieskie oczy, ja jego zielone, w których igrał diabelski błysk. Nie zamierzaliśmy tracić wieczoru. Szybko znalazłam się na kolanach Emila i oddawałam jego pocałunki. Raz delikatne, to znów drapieżne niczym pocałunki lwa. Tego chyba nie da się zapomnieć. Do dziś mam w pamięci ciepło, które biło z jego ciała. Nadal pamiętam drogę moich dłoni pod jego golfem, jego ciepły oddech tuż przy moim uchu. Nasze ciała, choć nie mówiliśmy nic, rozmawiały ze sobą cały czas. Emil gładził moje plecy, wplatał swe palce w pasma moich długich włosów. Uśmiechał się, kiedy spoglądał mi w oczy, a zaraz potem gryzł moje wargi. Jedyne, czego nie pamiętam, to moment, w którym zawędrował między moje piersi, by tam głaskać delikatne włoski między nimi.
    Byłam młoda, niedoświadczona. Można powiedzieć, że w sumie był to pierwszy chłopak, który wprowadzał mnie w arkana miłości. Był pierwszym, który podniecił mnie do granic, pierwszym, który rozbudził chęć na więcej. Nie wiem, jak potoczyłyby się nasze losy, gdybyśmy dalej mieli ze sobą kontakt. Wprawdzie listy krążyły jeszcze jakiś czas, choć niedługi. Tuż po Nowym Roku okazało się, że Emil nie tylko był pierwszym facetem, za którym tęskniłam i na którego miałam niewysłowiony apetyt, lecz także facetem, który jako pierwszy zranił mnie, zawiódł i pokazał, że płci męskiej zależy tylko na jednym. Cóż, człowiek uczy się na błędach i staje się ostrożniejszy. Jednak miłe chwile pozostają w pamięci na zawsze. Pewnie dlatego, że człowiek zaprogramowany jest na szczęście i dąży do niego bezustannie nawet wtedy, gdy tylko wspomina stare czasy…

niedziela, 9 czerwca 2013

Lady Pank

Lady Pank – polski zespół rockowy założony w 1981 w Warszawie przez Jana Borysewicza i Andrzeja Mogielnickiego. Jedna z najpopularniejszych grup w historii polskiego rocka.
Zespół wydał ponad 20 płyt i dziesiątki przebojów, m.in. "Tańcz głupia, tańcz", "Mniej niż zero", "Wciąż bardziej obcy", "Kryzysowa narzeczona", "Zamki na piasku", "Vademecum skauta", "Tacy sami", "Zostawcie Titanica", "Mała wojna", "Zawsze tam gdzie ty", "Na co komu dziś", "Znowu pada deszcz", "Na granicy", "Stacja Warszawa", "Strach się bać", "Dobra konstelacja". Nazwa grupy pochodzi od tytułu pierwszego nagrania "Mała Lady Punk" (z nieco zmienioną pisownią). Pierwszy koncert pod szyldem Lady Pank zespół zagrał w czteroosobowym składzie (Jan Borysewicz – wokal, gitara; Edmund Stasiak – gitara; Paweł "Kawka" Mielczarek – gitara basowa; Andrzej Polak – perkusja) 14 sierpnia 1982 roku z okazji otwarcia studenckiego klubu Park.

Początki (1981-1983)

Zespół Lady Pank powstał pod koniec 1981, lecz oficjalną datą powstania jest 11 września 1981. Został założony przez gitarzystę i kompozytora Jana Borysewicza oraz autora tekstów Andrzeja Mogielnickiego. Pierwszy utwór "Mała Lady Punk" Jan Borysewicz nagrał razem z Wojciechem Bruślikiem i Andrzejem Dylewskim podczas sesji nagraniowej płyty "Układy" Izabeli Trojanowskiej w grudniu 1981 w krakowskim studio Teatru Stu. Drugi, "Minus 10 w Rio" został już nagrany z Edmundem Stasiakiem, Januszem Panasewiczem, Andrzejem Polakiem i Pawłem Mielczarkiem (zwrotki śpiewa Jan Borysewicz, a refren Janusz Panasewicz). W tym czasie zespół nie miał jeszcze ustalonego składu. Wśród osób którym Jan Borysewicz proponował współpracę byli Mieczysław Jurecki i Wojciech Morawski. Kolejne nagrania powstały w czerwcu 1982, również w krakowskim studio Teatru Stu.
W sierpniu 1982 w warszawskim klubie Park zespół oficjalnie zadebiutował w składzie: Jan Borysewicz, Edmund Stasiak, Paweł Mielczarek i Andrzej Polak (w tym składzie zespół zagrał 5 koncertów). Wkrótce powstał tam pierwszy fanklub zespołu. W tym czasie ukazał się też pierwszy singel "Mała Lady Punk" / "Minus 10 w Rio". Wkrótce wyklarował się skład zespołu: Jan Borysewicz – gitara solowa; Janusz Panasewicz – śpiew; Paweł Mścisławski – bas; Edmund Stasiak – gitara oraz Jarosław Szlagowski – perkusja[3]. W tym okresie muzyka zespołu jednoznacznie oscylowała wokół rozwijającego się wówczas stylu New Wave (Nowa fala).

Popularność (1983-1986)

Jan Borysewicz
Szczyt popularności Lady Pank przypadł na rok 1983 kiedy to zespół wykonał ponad 360 koncertów (m.in.: na Rock Arenie w Poznaniu i na KFPP w Opolu)[3]. W listopadzie 1983 miał miejsce galowy koncert zespołu w Hali Gwardii w Warszawie. Spektakl zarejestrowała TVP. Wylansowano wówczas takie utwory jak: "Tańcz głupia tańcz", "Kryzysowa narzeczona", "Zamki na piasku", "Wciąż bardziej obcy", "Moje Kilimandżaro", "Vademecum skauta". Oprócz "Tańcz głupia tańcz" wszystkie znalazły się na albumie pt. "Lady Pank" wydanym pod koniec roku. Zespół wówczas konkurował głównie z Republiką oraz innymi grupami takimi jak Perfect, Oddział Zamknięty, Lombard, Bajm i Maanam[4].

Janusz Panasewicz, wokalista zespołu
Na drugim albumie zespołu pt. "Ohyda" wydanym w 1984 roku zespół przedstawił utwory bardziej urozmaicone i bogato zaaranżowane. Zespół wystąpił w Sali Kongresowej z okazji setnego wydania listy przebojów Radiowej Trójki[3]. Najlepszy koncert na Rock Arenie w Poznaniu. W Opolu zespół zaprezentował kolejny festiwalowy przebój pt. "To jest tylko rock and roll". Na listach przebojów znalazły się piosenki: "Zabij to", "A to ohyda" i "Tango stulecia". Ponadto wystąpił w filmie Pawła Karpińskiego pt. To tylko Rock. W grudniu zespół otrzymał złote płyty za "Lady Pank" Tonpressu i "Ohydę" Savitoru. W tym czasie znane stały się liczne zabawy w hotelach organizowane przez Jana Borysewicza[3]. Oprócz tego w 1984 dla żartu zagrali "Augustowskie noce" Marii Koterbskiej (muzyka Franciszka Leszczyńska, słowa Andrzej Tylczyński i Zbigniew Zapert) oraz "Białą flagę" Republiki (prowokacyjnie)[3]. Wówczas powstała rywalizacja Lady Panku z Republiką zorganizowana przez fanów obu grup muzycznych. Sami muzycy znali się i nie wywoływali konfliktów co później przypieczętowano tekstami Grzegorza Ciechowskiego do albumu Tacy sami[3].
Pod koniec roku 1985 zespół rozpoczął występy zagraniczne – w Wielkiej Brytanii, Finlandii (festiwal Ruisrock), ZSRR, a także trzytygodniową trasę koncertową po USA. O podboju Ameryki przez Lady Pank w polskich mediach było głośno. W Stanach został wydana płyta "Drop Everything" (odpowiednik "Lady Pank"), która była promowana singlem i teledyskiem "Minus Zero". Sami muzycy nie znający wówczas języka angielskiego oraz zbytnio niestarający się nie zrobili kariery w Stanach Zjednoczonych[3]. Po powrocie z USA w radio pojawiły się dwa przeboje Lady Pank – "Someone's round the corner", oraz wydana już w Polsce "Sztuka latania" zamieszczona na składance różnych wykonawców właśnie pod tytułem "Sztuka latania". Niedługo potem zespół wydał kolejny singel "Raport z N." / "Rysunkowa postać".
W tym samym roku zespół wystąpił jako gwiazda festiwalu w Sopocie[5]. Był to pierwszy koncert gdy perkusistę, Jarosława Szlagowskiego, zastąpił Andrzej Dylewski (ten sam który wziął udział w nagraniu pierwszego utworu "Mała Lady Punk"). Zespół, a w zasadzie sam Jan Borysewicz, wspomagany wokalnie przez Janusza Panasewicza nagrał muzykę do filmu "O dwóch takich, co ukradli księżyc", którą prezentował już w pełnym składzie w cyklu koncertów pt. "Jacek i Placek, czyli Lady Pank w poszukiwaniu krainy leniuchów". Album "O dwóch takich co ukradli księżyc" został wydany w dwóch częściach w 1986 i 1988 roku. Jeszcze w tym samym roku doszedł singel "Sly" (komp. i sł. Phil Garland) / "This is only rock'N'roll". Zespół Lady Pank koncertował na festiwalu Midem w Cannes oraz w Tokio gdzie otrzymał wyróżnienie i główną nagrodę dla Borysewicza jako najlepszego kompozytora za "Mniej niż zero" na Tokio Music Festiwal[3].

Dezerter Piosenka

http://www.youtube.com/watch?v=628g6mZbXKs

Dezerter

Powstał w maju 1981 w Warszawie pod nazwą SS-20 (nazwa radzieckiego pocisku balistycznego zdolnego przenosić głowice nuklearne), założony przez gitarzystę Roberta "Robala" Materę, basistę Dariusza "Stepę" Stepnowskiego oraz perkusistę i autora tekstów Krzysztofa Grabowskiego. Jesienią do grupy dołączył wokalista Dariusz "Skandal" Hajn. Pierwszy ważniejszy występ muzycy zagrali w listopadzie na warszawskiej Mokotowskiej Jesieni Muzycznej. Wiosną 1982 zespół zagrał trasę "Rock Galicja" po południowej części Polski u boku TZN Xenny i Deutera[1]. Latem wystąpił na festiwalu w Jarocinie, gdzie został sfilmowany przez Pawła Karpińskiego i umieszczony w jego krótkim reportażu pt. Jarocin '82. W tym okresie została zmieniona nazwa zespołu z SS-20 na Dezerter (w Jarocinie grali jako SS-20, natomiast w reportażu Jarocin '82 w napisach końcowych są już opisani jako Dezerter)[2].
W 1983 doszło do sesji nagraniowej, podczas której zostały zarejestrowane cztery utwory wydane niewiele później na tonpressowskim singlu "Ku przyszłości" (później część nakładu płytki została zniszczona w wyniku ingerencji cenzury). Jedna z piosenek z singla "Spytaj milicjanta" ukazała się rok później na kasecie World Class Punk zawierającej nagrania grup punkrockowych z różnych krajów[1]. Tymczasem w czerwcu zespół pojawił się w kolejnym filmie Karpińskiego – To tylko Rock do którego nagrał piosenkę "Ale Show" ("T.V. Show")[3] (utwór zaopatrzony w anglojęzyczny tytuł "One Big Gang" ukazał się w 1987 na kompilacji różnych wykonawców Tour De Farce, vol. 2 wydanej przez niemiecką wytwórnię eMpTy Records[4] ). W sierpniu wystąpił ponownie na FMR w Jarocinie. Jeszcze w tym samym roku został po raz kolejny uwieczniony w obrazie tym razem przez Mariusza Trelińskiego w jego krótkometrażowym Filmie o pankach[5].
Latem 1984 muzycy po raz kolejny wystąpili w Jarocinie, gdzie wdali się w ostrą sprzeczkę z organizatorami. Nagrania jarocińskiego występu pojawiły się na kasecie Jeszcze żywy człowiek wydanej własnym sumptem przez zespół (Tank Records). Dwa utwory z Jarocina: "Nie ma zagrożenia" i "Plakat" trafiły również na oficjalną składankę pt. Fala wydaną rok później przez Polton. W 1985 w barwach Tank Records pojawiła się kolejna kaseta pt. Izolacja (zawierająca nagrania z warszawskiego klubu "Hybrydy"). W tym okresie wokalista kanadyjskiej grupy D.O.A. Joey Keithley (D.O.A. koncertował wówczas w Polsce) zabrał ze sobą taśmy z nagraniami Dezertera (materiał z singla plus nagrania z Jarocina '84 i nielegalnej sesji w studiu radiowym) do Ameryki w celu wydania albumu (płyta, która miała nosić tytuł Greatest Shits ukazała się w barwach wytwórni Maximum Rock'n'Roll dopiero w 1987 jako Underground Out of Poland)[1].
Jesienią 1985 Stepnowskiego zastąpił Paweł Piotrowski. W tym składzie zespół w roku nagrał w studiu kolejne utwory: "Nie ma nas" i "Uległość", które ukazały się dopiero w 1988 na składance Jak punk to punk. Pod koniec 1986 odszedł z Dezertera "Skandal" (zmarł w 1995). Jego obowiązki przejął gitarzysta Robert Matera. W 1987 muzycy przystąpili do nagrań debiutanckiego albumu. W sesji gościnnie wziął udział "Skandal", a także gitarzysta Rafał "Kwasek" Kwaśniewski. Płyta miała nosić tytuł Kolaboracja, ale cenzura go zablokowała i w efekcie ukazała się jako Dezerter (dopiero reedycje albumu ukazywały się pod jego oryginalnym tytułem). Niektóre fragmenty utworów na płycie zakwestionowane przez cenzorów zostały zagłuszone w nagraniach krótkimi sygnałami dźwiękowymi (tzw. "pikami"). W tym czasie wzmogła się działalność koncertowa zespołu. Muzycy występowali wówczas w kraju na ważniejszych festiwalach ("FMR Jarocin" czy "Róbrege"). W 1988 grupa przystąpiła do nagrań kolejnego albumu. Płytę, która miała nosić tytuł Kolaboracja II cenzura ponownie opatrzyła tytułem Dezerter. Pierwotny tytuł albumu został przywrócony podobnie jak w poprzednim przypadku dopiero przy okazji jego reedycji w 1997[1].
W 1990 Dezerter wystąpił w Finlandii, RFN, Szwajcarii, Francji, Japonii (Tokio, Nagoya, Osaka), a także przystąpił do rejestracji materiału na kolejny album pt. Wszyscy przeciwko wszystkim. W 1992 ukazała się płyta Blasfemia, która została także wydana we Francji. W 1993 muzycy z gościnnym udziałem wokalistki Hey Katarzyny Nosowskiej nagrali cztery nowe wersje starych utworów, które trafiły na singel "Dezerter". Piosenki te zostały również włączone do albumu Jak powstrzymałem III wojnę światową, czyli nieznana historia Dezertera zawierającego archiwalne nagrania grupy z całego okresu działalności. W tym czasie Dezertera na rzecz Armii opuścił Piotrowski. Matera z Grabowskim i m.in. z gościnnym udziałem "Niki" (wokalistki Post Regiment) w następnym roku przystąpili do nagrań na kolejną płytę Ile procent duszy?. Po wydaniu albumu do zespołu dołączył w charakterze basisty były gitarzysta grupy Kinsky Tomasz Lewandowski ("Tony von Kinsky"). W nowym składzie i z gościnnym udziałem byłego wówczas wokalisty Deutera Pawła "Kelnera" Rozwadowskiego grupa zarejestrowała i wydała w następnym roku album Deuter, zawierający kompozycje tego zespołu. Program koncertowy Dezertera został wówczas rozszerzony o utwory Deutera, które muzycy wykonywali wspólnie z "Kelnerem"[1].
Rok 1996 przyniósł kolejną płytę Mam kły mam pazury. W 1997 muzycy dokonali reedycji albumu Kolaboracja II. Do pierwotnych wersji utworów została dograna dodatkowa ścieżka gitary, a utwór "Budujesz faszyzm przez nietolerancję" został całkowicie nagrany od nowa[1] (jego pierwotna wersja z 1988 została przez cenzurę pozbawiona prawie całego tekstu). W 1998 ukazał się kolejny album z premierowym materiałem Ziemia jest płaska. Rok później z zespołu odszedł Lewandowski[6].
W 2001 duet: Grabowski i Matera (podobnie jak w przypadku płyty Ile procent duszy?) zarejestrowali materiał na płytę Decydujące starcie. Tuż po jej wydaniu do Dezertera dołączył basista Hey Jacek Chrzanowski. W tym składzie grupa dała m.in. koncerty z zespołami Conflict i Subhumans podczas trasy w Anglii (2002) oraz występ z Dead Kennedys i Chumbawambą (2002, Kraków)[6]. W 2003 muzycy nagrali cover zespołu Kryzys "Dolina Lalek", który ukazał się na tribute albumie Dolina Lalek: Tribute to Kryzys vol. 1. W 2004 Matera, Chrzanowski i Grabowski nagrali kolejną płytę Nielegalny zabójca czasu[6]. Dwa lata później ukazał się dwupłytowy zestaw najbardziej znanych utworów zespołu Punk's Not Jazz. W 2009 na płycie Gajcy! (zawierającej utwory nagrane przez różnych wykonawców do tekstów Tadeusza Gajcego) wydanej przez Muzeum Powstania Warszawskiego muzycy zaaranżowali utwór "Śpiew murów"[7]. W listopadzie tego samego roku grupa wzięła udział w koncertach w Stanach Zjednoczonych (w tym w festiwalu "Performing Revolution in Central and Eastern Europe" organizowanym przez Instytut Kultury Polskiej w Nowym Jorku z okazji dwudziestej rocznicy zerwania żelaznej kurtyny. Na festiwalu zagrały zespoły z Europy Wschodniej i Centralnej – przedstawicielem Polski był Dezerter)[8]. W 2010 członkowie zespołu przystąpili do prac nad płytą Prawo do bycia idiotą, której premiera miała miejsce 11 października 2010. Album ten uzyskał Nagrodę Muzyczną Fryderyk w kategorii rock.
W 2006 wytwórnia Jimmy Jazz Records wydała podwójny tribute album Nie ma zagrożenia jest Dezerter.